Hanna Grabińska

W latach pięćdziesiątych XX w. była aktywna w polskim harcerstwie w Londynie. W 1958 zamieszkała w Polsce. Nauczycielka języka angielskiego. Pracowała m.in. w Polskiej Akademii Nauk oraz Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie (dziś UKSW). Po strajkach 1980 organizowała koła NSZZ „Solidarność” wśród nauczycieli jako konsultant Zarządu Regionu Mazowsze „S”. Aktywnie współtworzyła pomoc lekarską i materialną przy kościele Św. Stanisława (tzw. apteki z darów). Blisko współpracowała z księdzem Jerzym Popiełuszko, a także podziemną Solidarnością w okresie stanu wojennego. Aresztowana przez władze PRL spędziła w więzieniu 3 miesiące. W wyniku procesu została skazana na 6 miesięcy w zawieszeniu na trzy lata. Przez 9 lat, aż do 1989 roku, całkowicie poświęciła się niesieniu pomocy innym poprzez dystrybucję darów z Zachodu.

Rozmowę zarejestrowano w 2006 r.

1981. Przyjechała moja harcerka, bo ja byłam hufcową hufca Bałtyk w Londynie przez kilka lat, w latach 50-ych.

Przyjechała ta osoba, która jest lekarzem i powiedziała mi, że bardzo się boi, bo podobno ks. Bogucki jest strasznie groźny, ale ona przyjechała z propozycją, żeby właśnie w naszej parafii powstał ośrodek pomocy lekarskiej. Powiedziałam, żeby się nie bała ks. Boguckiego, że ks. Jerzego w tej chwili nie ma, bo nie było go akurat, ale jak go pozna, to wszystko będzie na pewno dobrze. Ona poszła, porozmawiała z ks. Boguckim powiedziała, że Ksiądz się zgadza i zaczęłyśmy rozmawiać, tu zresztą w tym mieszkaniu jak zwykle, jak to ma być. 

No więc mają być zbierane leki i mają przyjeżdżać te leki. Ja mówię: Jak będziecie przywozić? Ona mówi: No jeszcze tego nie wiem. Ja mówię: Jak to będa dary, to będą to w TIR’ze, jak będą to w TIR’ze, to możecie dopakować, przeciesz nigdy nie uzbierasz TIR’a leków, które byłyby ważne. To zacznijcie zbierać odzież, bo przecież to jest najnormalniejsze. Ja zaczęłam już mniej więcej kontakty z kołami Solidarności, w Regionie Mazowsze, nauczycieli. To była moja rola. Ja miałam samochód mogłam jeżdzić. Przywoziłam im materiały. Zakładałam nawet niektóre koła, jako … Jak to się nazywało?… Konsultant w Regionie, od tych spraw!

Na początku, na samym początku, od jesieni 80-tego roku. Wobec tego na wiosnę 81-ego miałam już doskonałe rozeznanie jaka jest po prostu nędza. Nędza w rodzinach nauczycielskich, w licznych rodzinach dzieci szkolnych. Miałam już wykazy tych rodzin robione przez koła Solidarności. I powiedziałam jej, że wobec tego, jak przyślecie nam transport, to przez Solidarność będziemy to rozsyłać.

To będzie taka praca społeczna, taka prawdziwa solidarność, po kolei od tego, który dał, aż do tego, który włoży na nóżki i pobiegnie.

I zaczęto organizować zbiórkę tej odzieży, to szło bardzo, bardzo sprawnie. Natomiast ja przyjechałam do Londynu w 81-ym roku, do mojej matki, w lecie i mamusia już mi powiedziała, że mam spotkanie z międzynarodowym Czerwonym Krzyżem, którego moja matka jako emigrantka była członkiem. Przyprowadziła mnie i powiedziała : „rezygnuję ze swojej wypowiedzi, bo tu jest córka prosto z Polski, prosto z Warszawy”… No i „…i co jest potrzebne?” No i mówiłam wtedy między innymi o sytuacji więźniów, bo była również  mowa… Solidarność się interesowała więźniami, tymi, tymi…prawda, nie wiedząc jeszcze, że za chwilę sami będziemy siedzieli itd. itd. 

I oni powiedzieli, że mają złe stosunki z Polskim Czerwonym Krzyżem, że zobaczą, że może poślą pastę do zębów. No, wyszłam bardzo zmartwiona, ale już mnie spotkały panie z parafii św. Jana Ewangelisty w dzielnicy Londynu Patney, gdzie powstała polska parafia. I powiedziały, nie przez Czerwony Krzyż i na wszelki wypadek, i to było kilkakrotnie powtórzone, nie przez „Solidarność”. My przyślemy transport z naszej parafii, z pani Wandy Grabińskiej parafii do parafii pani, bo to jest ks. Popiełuszko. I tak się zaczęło. Została wypisana cała deklaracja, która tam jest w parafii św. Jana Ewangelisty w Londynie, jest ta deklaracja wypisana, dla tych wszystkich kolejnych władz, prawda, co się posyła. I nazwisko: ks. Jerzy Popiełuszko, Hanna Grabińska. I tak ten transport przyszedł, w końcu października 81-ego roku. 

W międzyczasie staraliśmy się szukać jakiegoś magazynu, no bo cały TIR, prawda, przyjdzie darów do Warszawy. No… miałam kontakty z „Solidarnością” Transbudu i oni powiedzieli - oni mi to załatwią. I w pewnym momencie dostaję telefon, że przyjeżdża transport. Ja przychodzę do kościoła, a przed kościołem olbrzymi transport. Zaczynają wyładowywać rzeczy, worki z odzieżą, które pękają oczywiście jak zwykle już. No więc ksiądz wybiegł, ja wybiegłam... Czekamy, co powie Ksiądz Bogucki. No przecież nie do pomyślenia. No i bardzo szybko zostało to tak załatwione, że ten transport przeszedł na ul. Bema, do takiego dużego bardzo magazynu. To było 300 m kwadratowych tego magazynu, który należał do TPD. 

i TPD jakoś... -Towarzystwo Przyjaciół Dzieci, ale takie bardzo komunistyczne, ono nadal istnieje - oni się zgodzili, dostaliśmy klucze, wyładowaliśmy to tam i zaczęłam działać. Ja, bo na mnie to było. Ksiądz odpowiedzialny, no i wszystko może, tak się uważało zawsze. I zaczęli pomagać ludzie. Pierwszym człowiekiem, który stanął przy mnie, to był pan Tadeusz Klimek. Ksiądz Jerzy polecił mu. Powiedział mu, że ma mnie nieodstępować pod pretekstem tego, że tam były ogromne drzwi jak do hangaru i ksiądz uważał, że ja ich nie zdołam porządnie zamknąć, ani otworzyć. No zdarzało się, że cichcem jeszcze musiałam wrócić i udawało się to. Miałam wtedy samochód, to było fantastyczne. Miałam telefon w domu, tam na miejscu był telefon. Dzwoniło się do kół Solidarności i mówiło się, żeby przyjechali.

Przyjeżdżali najdziwniejszymi pojazdami, kiedyś przyjechali autobusem i była to komisja danej szkoły, np. z Ostrołęki, np. z Radzymina, z tej całej … z dużej przestrzeni. Przyjeżdżały trzy osoby, przywoziły ze sobą listę rodzin potrzebujących, jaki wiek mniej więcej dzieci i według tego sami sobie brali.

I to był czas wielkiej mojej radości. Oni sami chodzili i mówili „A czy można by jeszcze to? A czy można by jeszcze to?” A ja mówiłam, „Trzeba wziąć więcej, przecież dziecku jedne buty nie wystarczą. Trzeba więcej.” I oni się krępowali.

To byli ci najczystsi, najuczciwsi, ci pierwsi, którzy się zgłosili do pomocy z tych najczystszych właściwie jakichś intencji, które nie miały ujścia poprzednio.

No i to właśnie, i to się tak działo od końca października do… 13-y był w niedzielę, 12-sty... 11-go jeszcze miał przyjechać duży transport, po coś tam, z tego właśnie Stomilu z Grudziądza, bo ja w międzyczasie byłam na pierwszym zjeździe Solidarności i tam poznałam człowieka, który był urzędnikiem, właśnie w tym Stomilu i mówił „Pracuje u nas trzysta kobiet, a siedemset jest zawsze w ciąży! 

Zawsze to pamiętam, mam tu jego zdjęcia z dawnych tamtych czasów. I on miał przysłać samochód i ten samochód nie przyjechał. Piątek przed stanem wojennym, zawierucha, jakiś był śnieg, i oni zadzwonili, ja tam siedziałam długo, czekałam... i zadzwonili i mówią: ”Na pewno w poniedziałek! Na pewno w poniedziałek.” No i już był stan wojenny i już nie przyjechali. I ja wysyłałam do tego Stomilu do Grudziądza po pięć kilogramów paczki. Przez cały stan wojenny, bo tylko tak wolno było.

Pięciokilogramowe paczki nosiło się na pocztę główną, otwarte paczki i oni tam pilnowali czy nie ma okularów i czy nie ma mydła. Jakieś takie kretyńskie były wtedy prawa. 

 

W stanie wojennym… Jak to się stało?... Musiał to ksiądz Jerzy też jakoś szybciusieńko załatwić, bo kto przysłał od Św. Marcina (parafii) do mnie grupę studentów. Wiem, że gupą tą kierowała Pani Moczulska. 

Znaczy czy była ich nauczycielką, czy coś takiego? Potem się o tym dowiedziałam. 

Przyszło kilkunastu studentów z plecakami i wzięli męskie rzeczy do więzień. I od św. Marcina były te rzeczy rozwożone.

Przecież ci ludzie, tramwajarze przeważnie z Ochoty, bo ja później odwiedzałam te rodziny, ci ludzie byli wzięci w piżamach i bardzo często bez skarpetek, bo nie było w tym czasie skarpetek. Żony, jak z nimi potem rozmawiałam, to mówiły: „Ale skarpetki dostał, przecież u nas nie było skarpetek, mówi. Mąż ciągle działał, a ja ciągle tylko dziećmi się zajmowałam,  nie miałam czasu do kolejki stanąć, żeby skarpetki mu kupić.” A myśmy dawali właśnie te męskie rzeczy. Ludzie przynosili niesłychane ilości, jedni - drugim, przywoziło się, przynosiło się, swetry, ciepłe rzeczy, ale głównie były to te rzeczy z Anglii. I potem opowiadały te Panie mnie, bo ja zostałam posłana na Ochotę tam, na Barską, tam mieszkali Ci tramwajarze, od św. Marcina, żeby się dowiedzieć jaka jest sytuacja i czy ksiądz tam dotarł itd. itd.

I te panie mówiły: „Pani!... Wzięli go w pidżamie, nawet bez skarpetek, a on w angielskim garniturze ze mną rozmawiał w więzieniu...!”

tekst dla niesłyszących

Opis

Lorem Ipsum is simply dummy text of the printing and typesetting industry. Lorem Ipsum has been the industry's standard dummy text ever since the 1500s, when an unknown printer took a galley of type and scrambled it to make a type specimen book. It has survived not only five centuries, but also the leap into electronic typesetting, remaining essentially unchanged. It was popularised in the 1960s with the release of Letraset sheets containing Lorem Ipsum passages, and more recently with desktop publishing software like Aldus PageMaker including versions of Lorem Ipsum.