Maria Sokołowska

Nauczycielka języka rosyjskiego, związana z NSZZ „Solidarność” poprzez męża Lecha Sokołowskiego, pracownika Huty Warszawa. W czasie strajków w sierpniu 1980 roku Lech Sokołowski był wiceprzewodniczącym Zakładowego Komitetu Strajkowego. Wtedy poznał ks. Jerzego Popiełuszkę. W późniejszym okresie Lech był pięciokrotnie aresztowany. Maria i Lech Sokołowscy byli blisko związani z ks. Jerzym, aż do jego męczeńskiej śmierci 19 października 1984 r. Lech należał do grupy osób, które asystowały ks. Jerzemu w ostatnich latach jego życia starając się go ochraniać.

Zacznijmy od stanu wojennego. 13 grudnia to była niedziela. Mąż jakoś wcześnie wstał, radio włączył, usłyszał, zbudził mnie i mówi:

- Dawaj worki.

Ja mówię:

- Jakie worki? Dlaczego?

- Dawaj worki.

Ale widzę, że się trzęsie cały, zdenerwowany. Ja mówię:

- Co jest?

  • Stan wojenny.

No i tak, a nasz dom, to była jedna, że tak powiem, fajerwerek „Solidarności”. Znaczki z huty, przeróżne, wszystkie ściany to były maty, na matach były znaczki, breloczki, to wszystko... Więc zaczęliśmy pakować broszury, papiery. W ogóle przede wszystkim bardzo dużo lektury solidarnościowej. Ja nawiasem mówiąc, ja mu popaliłam... Miał później, jak wyszedł z więzienia, pretensje.


W czasie procesu, kiedy mąż zeznawał, byli cały czas skuci, wszyscy trzej. A ponieważ mój mąż był chory, plecy miał tak [przygarbione], bo ciężko chorował na reumatyzm. W tej ławce było ciasno, kiwał się. Oczywiście mąż zeznaje: imię, nazwisko, data, żona.

- Zawód żony?

  • Nauczycielka.
  • Czego?
  • Języka rosyjskiego.

A sala, jak wszyscy byli: ha, ha, ha! Jeden śmiech.


Podczas przerwy, właściwie to była jeszcze nie wiem, czy przerwa czy nie, podszedł do mnie taki drobniutki, w spodenkach, normalnie w garniturku, mężczyzna.

  • Pani Sokołowska?

Ja mówię, tak. Przywitał się.

  • Ja jestem ksiądz Popiełuszko.

Tak spojrzałam do niego do góry i dopiero zobaczyłam koloratkę.

Pamiętam, że mąż był w takim cieniutkim, porwanym jakimś sweterku starym, zniszczonym, a później to dopiero na procesie daliśmy mu ciepły sweter. Ponieważ ja byłam chora i ja uczyłam, a był zakaz wyjazdu poza miasto, prawda? Trzeba było dostać zezwolenie, więc ja ani razu w czasie więzienia, tutaj na Rakowieckiej, u męża nie byłam. Od nas żadnej paczki, żadnej pomocy mąż nie otrzymał.


Zrobiliśmy paczkę. Pierwszą paczkę w ogóle od wyjścia z domu daliśmy mu. Był przepis dwa kilogramy, coś tam. Ja jeszcze prócz tej kawałeczka kiełbasy, papierosów, czekolady dałam, dwie kanapki zrobiłam, kiełbasę włożyłam. Oczywiście w podziemiach rewizja tej paczki, sprawdzenie i mi wszystko wyrzucił. Prawie wszystko, że przekroczyłam.

Ja mówię:

  • Proszę pana, mój mąż jednej paczki do dnia dzisiejszego nie otrzymał. Wie pan co, jest pan bez serca. Hitlerowiec by tak nie postąpił jak pan. tak mu wprost powiedziałam.

I we mnie się coś tak zapiekło, że ja po prostu byłam tak zdruzgotana tym, że ta paczka została właściwie wyrzucona. Wszystko. Nic się nie odezwał, wyszedł. Skończyła się przerwa, mąż zeznawał. Ja tak patrzyłam na niego. Ale to już było po tym zajściu w tym podziemiu. Mąż oczywiście nie wiedział o tym. Właściwie on skończył zeznawać, ja nie wytrzymałam. Poczułam, że coś mi jest niedobrze, coś mi się słabo robi. I tak wiesz, nie wytrzymam dłużej. Muszę jednak wyjść. I zdążyłam drzwi za sobą, te wielkie wierzeje w sądzie zamknąć, a nawet chyba ich jeszcze dobrze nie zamknęłam i rąbnęłam na podłogę. Straciłam przytomność. Basia Sadowska usłyszała stuk, bo ona bliżej od tyłu siedziała, wybiegła, no i leżę nieprzytomna na podłodze, więc zaczęła jak szalona biegać, bo mi powiedziała, w sądzie nigdzie telefonu nie było, żeby zadzwonić po pogotowie. Jak ja się ocknęłam, to była chmara koło mnie ludzi. Szaflarska oczywiście siedziała, trzymała moją głowę i usłyszałam: Jasiu, stań, zasłoń. I to raptem ruch się zrobił. Jasiu, stań, zasłoń, bo jesteś wysoki. a to chodziło, że ich w końcu wyprowadzali. I oczywiście dalej skuty. Żeby mąż mnie nie zobaczył leżącą na ławce. Jak dzieci przychodziły do męża dalej na rozprawy, to pytał się mąż:

-Gdzie mama?

  • Mama się źle czuje.

Ponieważ mąż wiedział, że ja choruję, więc:

- To dobrze, że została w domu.

A ja leżałam [w szpitalu] na [ulicy] Oczki.


Przyszła Basia. No ale ja byłam strasznie ciekawa jak proces, co jeszcze? Zostanie skazany dalej, czy nie?

Przyszła Basia do mnie. Ja mówię:

  • Basiu, jak?
  • No nie, jeszcze nie, jeszcze nie ma wyroku.

A ja tak sobie przypomniałam. Mówię:

  • Basiu, wiesz co? Tak sobie w tym roku planowałam 25lecie naszego ślubu. Nikt z rodziny nie urządził. Ja sobie planowałam kogo zaproszę. I zobacz jak nam poszło, on w więzieniu, a ja w szpitalu, widzisz?

Basia to usłyszała ode mnie. Ja się tak po prostu.., z żalem powiedziałam, że taka ta rocznica moja. Poszła do Jerzego i powiedziała mu. Na drugi dzień przychodzi Basia z taką wielką bombonierą. ...tu jest. Tutaj jest taka jeszcze ta... Trzymam tę pokrywkę.


Właściwie od wyjścia Leszka z więzienia zaczęłam regularnie z Leszkiem, ponieważ już poznałam Jerzego, regularnie z Leszkiem, z mężem jeździć do Jerzego.


A kiedyś coś mnie się jakaś Pani zapytała czemu ja noszę taką obrączkę, nie złotą? A ja mówię, bo to jest obrączka nałożona przez księdza Popiełuszkę. I tej obrączki do śmierci nie zdejmę. Dawał nam srebrny ślub. Dwa, trzy razy w tygodniu byliśmy u niego. Kraty, które były założone, ja robiłam z mężem. Te, które po tym, jak nam powiedział, że mu cegła wpadła do domu.

  • To były kraty czy siatka?
  • Krata, taka drobniutka krata, bo jeszcze kombinowałam jak ją zrobić, żeby pudełko zapałek nie wpadło.


Fragment filmu „Popiełuszko. Wolność jest w nas”


  • Boże, co to było?


- Nocować będziemy u ciebie na zmianę, po dwóch. Chłopaki z huty, FSO, Ursusa, strażacy i tak dalej. Jeździć będzie mógł na przykład Waldemar. Ma sporo wolnego czasu. Znam go, przychodzi też na msze.

  • No nie wiem, słuchajcie tyle zamieszania?
  • Co to jest?
  • Kraty zakładamy.
  • Przestańcie. Jureczku, one mają taki ścieg, że ci pudełka od zapałek nie wrzucą. Sama zaprojektowałam.
tekst dla niesłyszących

Opis

Lorem Ipsum is simply dummy text of the printing and typesetting industry. Lorem Ipsum has been the industry's standard dummy text ever since the 1500s, when an unknown printer took a galley of type and scrambled it to make a type specimen book. It has survived not only five centuries, but also the leap into electronic typesetting, remaining essentially unchanged. It was popularised in the 1960s with the release of Letraset sheets containing Lorem Ipsum passages, and more recently with desktop publishing software like Aldus PageMaker including versions of Lorem Ipsum.

Podczas procesu, bo oni tłumaczyli, że oni nawoływali, żeby robotnicy opuścili hutę. Bo gdyby robotnicy złapali za stal, to by krew popłynęła...

Dzięki temu męża i Karola uniewinnili podczas procesu, ponieważ nie zeznawali.

No, wyszedł 14-go, a wrócił gdzieś po procesie, no bo po procesie jeszcze było dwa tygodnie chyba zanim ich wypuścili wszystkich. Tak, że wyszedł w marcu.

O ho ho mąż aż pięć razy siedział. To był tylko za strajk za hutę to, co ja opowiadam.

To jest początek stanu wojennego. Męża skończyli prześladować w osiemdziesiątym bodaj że siódmym, jak się skończył stan wojenny.

Ja miałam 9 rewizji. Syn, który zmarł schował obrączkę gdzieś w pianinie, bo się rozszedł... Właściwie ona go zostawiła już po stanie wojennym. 

Schował w pianino, oni rozebrali mi całe pianino i przyniósł mi obrączki syna. Mówi:

Do końca życia by Pani tych obrączek sobie nie znalazła. 

Ale na tyle był łajdak, że oddał te obrączki. Tak było wszystko. Tak mnie brał, na przykład moje „dessou” to tak. Ja mówię proszę pana, co uważa pan, że ja sobie w figi włożyłam? Co bibułę? Ja wszystko spaliłam. Doprowadzicie do tego, że siebie spalę. 

Tak? Syn starszy. Ten był w Bydgoszczy. Ten studiował wtedy. To był stan wojenny, nie można było się przemieszczać. Starszy był zameldowany w Legionowie u żony. Męża mi zabrali do więzienia. Ja zostałam sama, a suka 4 razy dziennie mi jeździła. Ja samiuśka w domu. Ze szkoły mnie zabrali pod automatem mnie przywieźli tutaj od furtki do tego, ja się odwracam, automat za mną. To co on uważa, że ja przeskoczę przez furtkę?

Pojechaliśmy, to właśnie ostatnia msza się odbyła, Jerzy odprawił za syna. 3-go wyjechaliśmy... 2-go bodajże, 3-go były syna imieniny. Ja mówię:

- Chodź, zaprowadź mnie pod figurkę - tak niedaleko była tego nauczycielskiego sanatorium - Chodź zaprowadź mnie pod figurkę do Matki Boskiej.

Ja tą nogą cały czas powłóczyłam, po prostu nie zginałam, ciągnęłam. Parę kroków zaprowadził mnie. Ja tak... nigdy właściwie nie zbierało mi się na żadne refleksje, ale tak stanęłam, pomodliłam się za syna i mówię:

- Wiesz co tyle przeżyliśmy, tylko jeszcze nie wiemy co nas czeka dalej?

Bardzo szybko się dowiedziałam, co mnie czekało. Najgorszy okres mojego życia.

tekst dla niesłyszących